Agnieszka Głowacka "Dmuchawce"
Małgorzata Doroszyńska
Ciekawa książka, chociaż miejscami mocno przerysowana. Interesujące studium ludzkiego charakteru. Wnikliwie i rzetelnie napisane, wciąga, chociaż pewnie bardziej kobiety niż mężczyzn. Po bardzo dobrym debiucie, Agnieszka Głowacka trzyma poziom. Mimo mocno karykaturalnego języka, powieść czyta się całkiem nieźle.
Wydawnictwo: Branta , Lipiec 2007
ISBN: 978-83-60186-54-1
Liczba stron: 304
Wymiary: 150 x 210 mm
Agnieszka Głowacka zachwyciła mnie swoją powieścią Dżungla Nienawiści. Przeczytałam jednym tchem i jestem pewna, że nie byłam w tym osamotniona. Kolejna powieść Dmuchawce, tym razem dziejąca się w Polsce, jest niewątpliwie ciekawym i wnikliwym studium ludzkiego charakteru, brak jej jednak charyzmy i tej wielkoformatowej rozkosznej literackiej pompy. Trochę szkoda ale mimo wszystko porządna czwórka z plusem się należy.
Wiadomo jest powszechnie, że bohaterka powieści dla kobiet musi być młoda i piękna. Nieskazitelnie i odpowiednio. Wykształcona i spełniona na wielu polach. Zawodowym i rodzinnym. Taka właśnie jest Ewa, 30letnia bohaterka Dmuchawców. Na co dzień matka dwóch córek, godzi ich wychowanie z karierą zawodową na kierowniczym stanowisku. Wszystko jest bajkowe, do momentu, kiedy to Ewa dowiaduje się, że jej mąż ją zdradza. Decyduje się walczyć z nim tą samą bronią. W Internecie zamieszcza ogłoszenie towarzyskie i szuka mężczyzny, z którym jak najszybciej mogłaby zdradzić męża.
Jeśli czytelnik będzie kobietą, w samą opowieść wciągnie się bez reszty. Głowacka ma niesamowity dar studiowania ludzkiej psychiki, trafiając wprost idealnie w nasze myśli i zachowania. Niejedna kobieta odnajdzie w Ewie samą siebie i niejedna przestudiuje swoje zachowanie. Książkę czyta się szybko, nieźle a zakończenie na pewno odbiega od stereotypowych cukierkowych produktów literackich. Wielki plus.
Byłoby jeszcze lepiej gdyby autorka obyła się bez przejaskrawionego i miejscami mocno karykaturalnego języka. Tutaj przesadza, zwłaszcza z niezdrową - przynajmniej dla mnie - obsesją szczupłej sylwetki. Wpadamy wtedy w okropnie infantylny, najeżony mało dorosłymi metaforami styl. Mnie osobiście te rzeczy zniechęciły i rozdrażniły. Bo chociażby taki przykład: "Zlewające się w jedną bryłę zwały sadła wyzierały oskarżycielsko spod kremowej marynarki, która nie dopinała się na brzuchu Marty. Pulchna masa łącząca biust z biodrami". Myślę, że te niekoniecznie żurnalowe czytelniczki będą miały pani Agnieszce Głowackiej takie zwroty i język za złe. Ja wiem, że miałam. Bo czy tylko idealnie szczupłe i idealnie piękne kobiety mogą przeżywać moralno - miłosne dylematy?