Nie mów nikomu
Marta Czabała
Lektura książki była dla mnie, miłośniczki kryminałów przeżyciem zgoła transcendentalnym. Oto mieliśmy bowiem kryminał z pierwszej półki jakości, wartki, ciekawy, świetnie napisany i niezmiernie zaskakujący. Szkoda tylko, że z tak dobrej powieści, zrobiono - francuskimi zresztą rękami - tak mizerny, chaotyczny i niezbyt ciekawy film.
Dla przypomnienia i do wiadomości tych, którzy nie czytali powieści Harlana Cobena. Doktorowi Alexowi Beckowi zostaje zamordowana żona. On sam zostaje podczas tego samego napadu brutalnie pobity. Po ośmiu latach, kiedy to Alex mniej więcej radzi sobie już ze swoim życiem dostaje mailem adres kamery internetowej, gdzie - dokładnie w rocznicę ich ślubu - pojawia mu się jego własna i całkiem żywa małżonka. Alex musi więc powoli zacząć odtwarzać wydarzenia, o których sam tak bardzo chciał zapomnieć.
Książka wciąga bez końca. Jest wartka, świetnie napisana a każdy zwrot akcji doprowadza nas do najmniej spodziewanego rozwiązania. Koniec przysłowiowo zwala z nóg, jest wszystkim czego od kryminału moglibyśmy oczekiwać. Cały suspens talentu Cobena, jego kreacji i twórczości, został jednak brutalnie stłamszony rękami dwóch, bardzo niedoświadczonych scenarzystów. Duet Canet (reżyser) i Lefebvre stworzyli historię chaotyczną, zbyt szybką i nie związaną pod kontem wątków. Widzowie, którzy nie przeczytali wcześniej książki będą mieli problemy ze zrozumieniem kim są poszczególne czarne charaktery, dlaczego policja goni naszego protagonistę, kim jest wielki zły i co oni mają ze sobą wspólnego. W książce Beck sam składa poszczególne kawałki, powoli budując całą historię. W filmie sam miota się między wydarzeniami i niezmiernie biernie uczestniczy w tym co się dzieje. Całości historii jest nam zaś grzecznie wyjaśniona w ostatnich 10 minutach. Obecni na sali projekcyjnej wybuchali śmiechem.
Niestety filmu nie ratują aktorzy. François Cluzet w roli Becka i Marie-Josée Croze jako jego żona to duet niedobrany i nieciekawy. On snuje się w kadrze, niemalże zarzucając mimikę twarzy. Ona jest wiecznie zapatrzona gdzieś przed siebie, zadumana, nawet wtedy kiedy normalny człowiek szalałby wobec skrajnych emocji. Na dodatek twórcy filmu uparcie postanowili udowodnić nam, że oboje dorastali razem w dzieciństwie, podczas kiedy każdy normalny człowiek zauważy ogromną różnicę w wieku obojga aktorów. Sprawdziłam. Cluzet jest od Croze starszy równo o 15 lat.
Największy żal mam do reżysera. Niedoświadczony Guillaume Canet dostał do ręki książkę i chyba sam nie potrafił zdecydować się, czy chce zrobić kryminał, film sensacyjny czy też może dramat. W rezultacie powstała niezdrowa dla widza mieszanka wszystkiego, opowieść sensacyjna poprzetykana bzdurnymi scenami refleksyjnymi. Jedna z ostatnich, gdzie Beck idzie przez las a na jego drodze przebiega rączy jeleń, jest najbardziej absurdalna ze wszystkich. Na dodatek wszystko zilustrowane jest wyjątkowo irytującym podkładem muzycznym kolejnego niedoświadczonego twórcy, Mathieu Chedid'a.
Daję głowę, że nie o to chodziło. Myślę, że Coben sam złości się, że zaakceptował scenariusz. Oby miał więcej rozumu przy adaptacji następnej książki. Osobiście mam nadzieję, że zrobią ją Amerykanie.