Odważna
Marta Czabała
Traktat dramatyczno - moralistyczny o tym jak to ekstremalne przeżycia potrafią zmienić człowieka. Zamiary może i dobre ale wolne przemieszanie elementów Cierpień Młodego Wertera i motywów z Jeanem Claudem Van Dammem może być dla niektórych widzów prawdziwym (i miejscami męczącym) wyzwaniem kinowym.
Jodie Foster rzadko pojawia się dzisiaj na ekranie. Co roku możemy obejrzeć najwyżej jeden film z jej udziałem. Już dawno ugruntowała wysoką pozycję jako aktorka. Teraz rozwija się dalej. Reżyseruje, produkuje. Niemniej jednak od czasu do czasu przypomina nam o sobie, a oglądanie jej jest zawsze rarytasem i ucztą dla oka.
W Odważnej Foster gra Ericę Bain, odnoszącą sukcesy prezenterkę radiową. Erica jest parę dni przed ślubem, kiedy jej narzeczony zostaje brutalnie zamordowany a ona sama pobita. Przeżywając swój dramat, Erica odkrywa w sobie nową osobę. Zmienioną, naznaczoną cierpieniem. I to właśnie ta nowa osoba kupuje nielegalnie broń aby wyruszyć na ulice Nowego Jorku, zabijając przestępców i drobnych złodziei, którzy dziwnym trafem ciągle stają na jej drodze. Jej tropem rusza nowojorski detektyw Mercer, prawy i pełny wiary w sprawiedliwość, który jednak zaczyna utożsamiać się z Ericą.
Neil Jordan jest reżyserem ambitnym, który swoje aspiracje bezbłędnie przelewa na filmową taśmę. Nie robi filmów dla mas, niemniej jednak jego dzieła zapadają w pamięć. Filmy Jordana, dobre lub też nawet bardzo dobre adresowane są jednak przede wszystkim do widowni europejskiej. Odważna jest dla mnie pierwszym filmem dla Amerykanów, filmem udanym ale dalekim od dobrego.
Na pierwszy plan wysuwa się wspaniała jak zwykle gra Jodie Foster. To dzięki niej ten film nabiera odpowiednich rys, emocji, jest doskonale wyczuwalny. Foster, świadoma swojego talentu tworzy cały klimat, jest zbuntowana, zrozpaczona, zdumiona i niejednokrotnie enigmatyczna. Wspaniała. Całkiem nieźle dotrzymuje jej kroku Terrence Howard. Będzie o nim jeszcze głośno.
Piękne są zdjęcia Philippe Rousselot, niezmiernie doświadczonego i ciekawego artysty. Te pokazują Nowy Jork, daleki od wizerunku pokazywanego na reklamowych folderach. Ten Nowy Jork jest mroczny, nieciekawy, miejscami przerażający. I co najlepsze wciągający.
Pozostaje więc tylko sam scenariusz. Gdyby nie on, film byłby niemalże doskonały. Tutaj jednak następują pewne zgrzyty. Nie do końca wiadomo, czy film jest dramatem czy jednak filmem sensacyjnym. Jordan przeplata motywy, niejednokrotnie bawi się dwoma równoległymi planami, co częściej wywołuje znużenie niż ciekawość. Miejscami sceny są zbyt długie, zbyt enigmatyczne, przeplatane monologami rodem z Cierpień Młodego Wertera. Zdecydowanie nie do zniesienia. To film za długi. Niejednoznaczny. Nie wykończony. Niektórzy pewnie odnajdą w nim artystyczną wartość godną co najmniej ludzkiego egzystencjalizmu. Mi niestety tego znaleziska zabrakło.