Gwiezdny pył
Marta Czabała
Lubię jak Hollywood kręci baśnie. Lubię, jak daje się na nie pieniądze, tak aby obrazowały wszystko to, co działo się w mojej wyobraźni. Kolejne lądy. Kolejne oceany. I kolejni bohaterowie. Miałam już spełnienie w postaci Narni, miałam Shire i Mordor teraz przyszła kolej na królestwo Krainy Czarów, gdzie magię można spotkać na każdym zakamarku. Popatrzyłam, pokochałam i chętnie wrócę.
To co najbardziej lubię w Gwiezdnym Pyle, to to, że nie udaje czegoś czym na pewno nie jest. Nie jest ambitnym filmem dla koneserów kina, nie jest satyrą na współczesne wydarzenia społeczno - polityczne. Jest adaptacją powieści fantasy. Bajką. A tą bajkę ogląda się bardzo przyjemnie.
On - Tristan Thorne (Charcie Cox) wychowuje się z ojcem w wiktoriańskiej Anglii. Potajemnie kocha się w pięknej Victorii (Sienna Miller), która zresztą odgania go co najmniej jak natrętna muchę. Aby zdobyć serce ukochanej Tristan zgadza się przekroczyć - nigdy zresztą nie przekraczany mur - i udać się do Krainy Czarów aby zdobyć gwiazdę, którą dojrzał spadającą z nieba. Gwiazda owa okazuje się być całkiem urodziwą niewiastą Yvaine (Claire Danes), która to nie marzy o niczym innym jak tylko powrócić na swoje miejsce na niebie. Po drodze mamy jeszcze umierającego króla i jego synów walczących o sukcesję i bardzo starą ale czasami jeszcze urodziwą wiedźmę Lamię (Pfeiffer), która zamierza skonsumować serce Yvaine, aby tym samym zapewnić sobie wieczną młodość.
Dwie godziny przygód naszych bohaterów to na pewno żadna epopeja ani wielkie dzieło, na pewno jest to jednak bardzo dobry film przygodowy. Coś dzieje się bez przerwy, nasi bohaterowie uciekają z kolejnych kłopotów, pakując się w nowe, spotykają nowych ludzi, uczą się uniwersalnych prawd ludzkich. Wszystko to zaś w bardzo ładnej wizualnie oprawie i przy bardzo dobrych zdjęciach Bena Davisa. Jeśli bowiem w samej fabule są jakiekolwiek niedociągnięcia, skutecznie maskują je właśnie zdjęcia.
A od samej fabuły przecież też nie można zbyt wiele wymagać. To przecież bajka, taka gdzie źli muszą być ukarani a dobrzy żyć długo i szczęśliwie. I tak jest właśnie. Aktorzy bawią się swoimi rolami, w szczególności Robert DeNiro folguje sobie jak tylko może. Najwyraźniej jeśli osiągniemy już status gwiazdy, można bez konsekwencji zagrać wszystko. Przyjemnie patrzy się także na komputerowo zeszpeconą Michelle Pfeiffer. Doskonała wszędzie aktorka po długiej nieobecności w końcu pojawiła się z powrotem na ekranach.
Mi osobiście najbardziej podobała się główna para aktorska. Charcie Cox nie zdążył się jeszcze ograć, przyjemnie się na niego patrzy bo też nie jest zblazowany i hollywoodzki. Partnerująca mu Claire Danes uroczo wpasowuje się w bajowy schemat, jest nieśmiała wtedy kiedy trzeba, zawsze piękna i niewinna. Taka oczywiście jak to gwiazda być powinna. I tak przecież wiemy jak wszystko się skończy, i tak wiemy co będzie w ostatniej scenie. Wiemy, ale co z tego? Takie bajki nawet dorośli oglądają z przyjemnością. Ja przyjemność miałam ogromną.