Wpadka
Marta Czabała
Dobre, a miejscami nawet bardzo dobre. Wpadka wypełnia wszystkie wymogi jakie gatunek komedii stawia przed filmem. Jest śmieszna, czasami bardzo śmieszna, nawet jeśli momentami bazuje na bardzo obskurnym poziomie humoru. Do takich komedii chce się wracać.
A formuła jest prosta. Ona: Alison (Helgi) jest świetnie rokującą dziennikarką kanału E!. On: Ben (Rogen) oddaje się przyjemnościom życia, niespecjalnie martwiąc się o tak przyziemne sprawy jak chociażby czynsz, rachunki czy też jedzenie. On i Ona spotykają się przypadkiem na zabawie w klubie, gdzie po suto zakrapianej zabawie lądują w łóżku. Nie byłoby to nic strasznego, gdyby nie fakt, że Alison po 8 tygodniach odkrywa nagle, że tamta noc będzie miała skutki bardzo brzemienne...
Takich filmów mieliśmy już kilka, jedne mniej drugie bardziej udane. Ten zdecydowanie udany jest bardziej. Odpowiedzialny raczej za mało gustowne projekty Judd Apatow, tym razem błysnął komediowym talentem, zarówno w reżyserii jak i samym scenariuszu. Z motywu zderzenia środowisk i kultur wyciągnął to co najlepsze. Efektem śmiejemy się głośno, niemalże bez przerwy, przez dwie godziny. Mało która komedia jest w stanie osiągnąć taki właśnie efekt. W przeciwieństwie do 40-letniego prawiczka tutaj Apatow nie przesadził i nie zniżył się do prymitywnych, urągających ludzkiej godności dowcipach. Miejscami balansuje na niebezpieczniej granicy, nigdy jej jednak nie przekracza. Śmiać nie jest się wstyd.
Pomaga w sukcesie filmu niewątpliwie przyzwoita gra aktorska. Katherine Heigl to niewątpliwie późne ale znaczące odkrycie. Na ekranie od lat wielu, niemniej jednak dopiero ostatnio uhonorowana nagrodą Emmy dla najlepszej aktorki dramatycznej Heigl to przykładny aktorski talent. Przyzwoity jest też w roli Bena Seth Rogen. W sam raz na komedię.
A reszta? Jest śmieszna, na tyle, żeby wybaczyć wszystkie niedociągnięcia w filmie. Z kina wychodzimy zrelaksowani, uśmiechnięci i pełni optymizmu. Z przyjemnością.