Jaja w tropikach
Marta Czabała
Nierówny, ale jednak przyzwoity film. Trochę satyry, trochę ironii, niestety trochę też głupich i prymitywnych dowcipów. Jeśli z dobrym nastawieniem - można się na ten film wybrać. Trzeba tylko popatrzeć głębiej niż na powierzchowną warstwę kiepskiej i mdłej komedyjki.
Jak dla mnie pomysł może nie oryginalny, ale na pewno ciekawy. Amerykańska ekipa filmowa w dalekiej Azji kręci film wojenny, oparty na podstawie książki weterana wojennego. Ma być łzawo i dramatycznie, ma być też autentycznie, bo też na film przeznaczone są najlepsze efekty specjalne. Mają też być najlepsi aktorzy, jedni utytułowani Oskarami, jedni z nadzieją na reaktywację aktorskiej kariery. Ale jakoś nie wychodzi. Aktorzy nie są w stanie wczuć się w role a ekipa też nie jest w stanie sprostać wymaganiom. Dlatego też - zagrożony wizją utraty pracy - reżyser filmu decyduje się podjąć dość radykalną decyzję aby dokończyć film. Wywozi aktorów w środek dzikiej dżungli i tam każe improwizować. Nie jest w stanie jednak przewidzieć, że ci niechcący wplączą się w zdarzenia niebezpieczne i nie do końca filmowe.
Szczerze mówiąc, nie do końca wiem co mam o tym filmie myśleć. Z jednej strony Stiller (aż trudno uwierzyć, że to on) wykazał się zdolnością wyłapania wszystkich cudownych smaczków i absurdów tzw. hollywoodzkich produkcji. Dawno nie widziałam równie trafnych i naprawdę śmiesznych żartów na temat zwyczajów amerykańskiego świata filmowego. Stiller wie o czym mówi, sam przecież już długo jest w branży filmowej. Śmiać można się w zasadzie od pierwszej sceny. Szczególnie polecam wszystkim sceny montowania efektów specjalnych, zabawy z martwą głową czy też absolutnie najlepszej, walki agenta filmowego o zainstalowanie w Azji telewizji satelitarnej.
To oczywiście nie jest i nie będzie film wybitny. Na pewno jednak sprawi przyjemność, tylko wtedy jednak jeśli oglądany z odpowiedniej perspektywy. Ci, którzy nie pokuszą się o bardziej wnikliwą analizę zobaczą raczej płytką komedyjkę, nieźle zagraną przez niemalże wszystkich aktorów. A jest tutaj kilka dobrych nazwisk, z list tych najbardziej utalentowanych. Jest nonszalancki Nick Nolte, jest nieprawdopodobnie wprost ucharakteryzowany Tom Cruise. Jest też, najlepszy ze wszystkich Robert Downey Junior. Nieprawdopodobnie utalentowany, aktor ma niesamowity dar dobierania sobie roli, tak aby w swoim dorobku mieć chyba wszystkie gatunki filmowe, od dramatów aż do masowo tworzonych komedii dla niewybrednych widzów. Osobiście czekam tylko aż zagra w filmie katastroficznym. Pójdę, niezależnie od treści.
Największe jednak brawa należą się tutaj reżyserowi. Nie jestem wielbicielką Stillera, niemniej jednak pokazał tutaj, że ma oko bystre na satyrę, umie nie tylko pisać ale i reżyserować. Przyznaję szczerze, że w mojej opinii znacznie zyskał. Powinien teraz tylko umieć ją podtrzymać.