Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi
Marta Czabała
Przyznaję, że poszłam sceptyczna. Obejrzany wcześniej trailer zapowiadał raczej mdłą i marniutką komedyjkę, z bardzo dobrą obsadą ale marnym scenariuszem. Cóż, fajnie jest się pozytywnie rozczarować. Komedią to nie jest, niemniej jednak film Roberta B. Weide to przyzwoity film z kilkoma naprawdę trafnymi refleksjami wobec współczesnego życia.
Na pewno nie jest to komedia. Już na pewno nie jest to komedia romantyczna. Poza paroma na siłę wciśniętymi na siłę, mało wyrafinowanymi gagami to całkiem przyzwoita opowieść o ludzkim uczuciu, poczuciu godności i dobrej pracy. Tytułowy bohater Sidney Young, marzy o tym aby zostać sławnym dziennikarzem, takim od wielkich gwiazd i na zawsze mieć miejsce wśród sławnych i bogatych tego świata. Chce krytykować, ujawniać absurdy i hollywoodzkie przesady. Kiedy więc raczej przypadkiem otrzymuje propozycję zatrudnienia w nowojorskim magazynie Sharp, nie waha się jej przyjąć. To właśnie Sharp znany jest z wejść na wszystkie najważniejsze wydarzenia świata znanych i lubianych, aktorów, scenarzystów, reżyserów, na przyjęcia i plany filmowe. Sidney jest zachwycony, mniej więcej do czasu kiedy dowiaduje się, że zaangażowanie w nową pracę jest równoznaczne z zaprzepaszczeniem wszystkich ideałów w które tak bardzo wierzył.
Brytyjskie komedie mają to do siebie, że często nie wahają się bez pardonu wytknąć absurdów amerykańskiego świata filmowego. Ten film bez żadnego żalu wytyka to, że w biznesie Hollywood liczą się tylko, na siłę utrzymywane pozory a każdy bez wahania sprzeda się za sławę. Aktorzy płaszczą się przed reżyserami, a ci z kolei zrobią wszystko aby przypodobać się prasie. Oczywiście za zgodną aprobatą agenta prasowego. Ten ostatni zaś musi koniecznie dokonać odpowiedniej autoryzacji każdego publikowanego tekstu.
Film Weide pokazuje wszystko jak na dłoni a dobre wrażenie wspomagają naprawdę licznie zgromadzeni aktorzy z pierwszych stron gazet. Oprócz - najmniej chyba ze wszystkich znanego Simona Pegga - na ekranie lśni talentem i urodą Kirsten Dunst. Rewelacyjna jest Gillian Andreson i NAPRAWDĘ WSPANIAŁY Jeff Bridges. Nawet aktorzy drugoplanowi mają coś do powiedzenia. Niezmiernie ciekawe drugoplanowe tło sprawia, że w każdej scenie ten film iskrzy dialogami i barwnymi postaciami. Wspaniałe sceny symboliczne (przejście do świata sław z tego "pospolitego") są jednym z najważniejszych w całym filmie. I to wszystko sprawia, że wybaczam scenarzystom kolejne idiotyczne i obraźliwe przedstawienie Polaków oraz naprawdę kretyński dowcip z mordowanym psem. Bez tych dwóch elementów, całość byłaby niemalże idealna. A tak prawie.