Tygiel towarzyski
Małgorzata Kobus
Zainspirowana ostatnimi wydarzeniami towarzysko-kulturalnymi w naszym mieście Krakowie - z większym naciskiem na "towarzysko", postanowiłam wypowiedzieć się na ten temat. Bo mimo, że imprezy te bywają interesujące, to bez grupy sprawdzonych znajomych straciłby swój urok. I tu ukłon w stronę moich ukochanych znajomych.
Niestety, jeśli chodzi o ciekawe "eventy", w Krakowie niewiele się dzieje. Oczywiście nie narzekam, bo bardziej cenie sobie spotkania w gronie dobrze mi znanych ludzi, niż te, na których każdy się nadyma i udaje kogoś zupełnie innego.
Bywa też i zabawnie, bo kiedy na ostatniej imprezie pojawiły się osoby znane z telewizji i powszechnie nazywane gwiazdami, przeżyłam prawdziwy szok. Oto bowiem "gwiazda" największej stacji komercyjnej w kraju, kreująca się na wszechstronną i niezwykle uzdolnioną dziennikarkę prowadzącą, przy spotkaniu face to face, okazała się przeciętną, niezbyt miłą i urodziwą osobą. Bez świateł jupiterów i grubych centymetrów makijażu, jej blask gdzieś zniknął. Smutne, ale prawdziwe. Na szczęście były też i takie "gwiazdy", które i w TV i na żywo, wyglądają i zachowują się tak samo naturalnie. Cieszy mnie ten fakt, bo zatrwożyłam się na myśl o wszechpanującym pozerstwie i kiczu.
Zresztą trwoga ta jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż nie raz miałam do czynienia z "piłkarskimi gwiazdorami", którzy pretendowali do tytułu mistrza świata. Szkoda tylko, że nie w grze w piłkę, a w "gwiazdorzeniu" (nawet nie wiem czy istnieje takie słowo - sic!).
Nie mniej jednak natknęłam się nie raz na tego typu zachowania, gdzie jeden z drugim piłkarz, najczęściej taki, którego sława już lekko zbladła, uzurpował sobie prawo do bycia lepszym niż pozostali. Dlaczego? Powód moim zdaniem jest prozaiczny. Jeśli ktoś do tej pory rozpieszczany był przez tłumy - szczególnie otwartych na wszystko fanek, do tego zarabiał krocie i przyzwyczaił się do swojego luksusowego Porsche, trudno mu o tym zapomnieć. Dlatego też ci biedni piłkarze są teraz w większości zagubieni w "normalnym" świecie. I niestety ci, których poznałam, nie potrafią nawet nawiązać zwykłych znajomości, czy poprawnie ocenić zachowania życzliwych im ludzi. Po prostu większość z nich myśli, że kogoś nadal skrzętnie śledzi ich poczynania. Tak jakbyś kogoś to interesowało - oczywiście oprócz ich sportowych osiągnięć, bo tego nie mogę im absolutnie odmówić.
Pewnie to co napisałam nie wszystkim się spodoba, ale takie są fakty. Jest mnóstwo osób, które uwielbiają być w świetle fleszy i ciągle gdzieś się ścigają - czy to na szczyt, czy to donikąd. Podnieca ich blichtr i poczucie wyższości, jakie daje im chwila ściągniętej na siebie uwagi i zrobią wiele, by tę chwilę zatrzymać. Są też tacy, którzy udają, że nie chcą w tym uczestniczyć, ale ich zachowanie to czysta hipokryzja. Najbardziej żałuję, że tak mało osób potrafi zachować klasę i cieszyć się z powodzenia innych, a nie z ich porażek. Smutne jest też to, że osoby chwalące głośno jak bardzo cenią sobie prawdę, potrafią za plecami innych urządzać czarny PR, a przyjaciół z wczoraj, dziś po prostu ignorować.
I tak gotuje się to wszystko w tym naszym towarzyskim tyglu. Czasem ktoś zamiesza, innym razem dolewając oliwy, czymś namiesza i zamąci.