Eastwick
Marta Czabała
Kolejne, jeszcze nie wiem czy udane eksploatowanie motywu. Jak na razie przyzwoita podstawa, dobry scenariusz i niezłe, choć komputerowe efekty robią swoje. To przyjemny w odbiorze, ciekawy serial. Jak na razie. Wielbiciele kultowego oryginału nie poczują się zawiedzeni.
Dochodowe motywy filmowe Ameryka eksploatuje wprost niemiłosiernie. Na bazach znanych i lubianych filmów powstają seriale, potem kolejne ich odszczepy a potem kolejne. Czasami jeszcze kolejne. Takie chociażby seriale Stargate S-G 1, Stargate Atlantis czy też Stargate Universe biją w Stanach Zjednoczonych rekordy popularności. Podejrzewam, że gdyby zapytać statystycznego (młodego) wielbiciela, nie wiedziałby, że cały, ponad 10letni już cykl wziął swój początek 1994, w kinowym filmie Gwiezdne Wrota ,gdzie pierwszym Pułkownikiem O'Neil'em był nikt inny tylko Kurt Russel a doktora Jacksona grał, troszkę zapomniany już James Spader. Sto lat temu?
Takich przykładów jest jeszcze dużo. Cóż, takie prawa rynku. W końcu film ma przede wszystkim i ponad wszystko zarobić. Najlepiej jeśli jeszcze duże pieniądze. Jeśli nic więc nie jest nietykalne, tym bardziej nietykalny nie będzie zasłużenie kultowy film Czarownice z Eastwick. Aż trudno jest uwierzyć, że od nakręcenia minęły już 22 lata. W zasadzie czas bardziej niż idealny aby odświeżyć całą fabułę.
Telewizyjne Eastwick dalej jest miasteczkiem z legendą. Podobno coś dziwnego miało w nim kiedyś miejsce... a w sprzyjających okolicznościach dalej może. Tymi sprzyjającymi okolicznościami okazuje się być w tym wypadku wrzucenie do miejscowej fontanny trzech monet przez trzy kobiety. To właśnie wtedy aktywuje się moc Roxie, Joanny i Kat i wtedy odkryją w sobie nowe, niezrozumiałe moce. Na co dzień raczej sobie obce, nagle odnajdą między sobą nagłą nić porozumienia a kiedy będą razem, w mieście zaczną się dziać dziwne rzeczy. Jedną z nich będzie przybycie do Eastwick tajemniczego ale szalenie bogatego nieznajomego. Zwą go Darryl Van Horne...
Kto widział film, wie doskonale kim był Darryl Van Horne. Kto nie oglądał, niech się wstydzi i szybciutko załatwia siada przed telewizorem. Po filmie naprawdę przyjemniej ogląda się serial. Wiemy czego możemy oczekiwać po tajemniczym nieznajomym, do czego może być zdolny aby uszczęśliwić trzy nasze bohaterki i jak one same będą w stanie kontrolować otaczającą je rzeczywistość. W wiemy też kim w oryginale była Veronica Cartwright... Mam osobiście nadzieję, że ta wspaniała aktorka na dłużej zagości w serialu. Wielkie ukłony za taką niespodziankę.
Jak na razie jest więc nieźle. Całość nieźle trzyma tą, potrzebną w takich filmach aurę tajemniczości. Ja osobiście siedziałam oczekując stale na więcej. I w żadnym wypadku nie przeszkadza mi, że całość nawet nie myśli pretendować do miana arcydzieła telewizyjnego. To jedynie lekki w odbiorze, przyjemnie napisany i zagrany serial rozrywkowy. Tyle. I aż tyle.