Jerzy Sosnowski
"Instalacja Idziego"
Marta Czabała
Dziwna to książka ale w gruncie rzeczy w pozytywnym sensie tego słowa. Dywagacje na temat życia, refleksje co do roli religii we współczesnym świecie i miejsca jakie zajmuje w nim kościół. I jeszcze trochę. Przeczytałam z uwagą. Ale raczej do książki nie wrócę.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, Październik 2009
ISBN: 978-83-08-04391-2
Liczba stron: 354
Wymiary: 123 x 197 mm
Cena: 32,90zł
Przeczytałam opis promujący książkę i ktoś tu się chyba jednak pomylił. "Znakomicie skonstruowana powieść, operująca zagadką i trzymająca w napięciu, jak w dobrze skrojonym thrillerze" - można wyczytać w opisie. Zagadką może. Ale napięcie, jeżeli już jakieś, jest tutaj całkowicie znikome. Dla mnie niezauważalne.
Waldemar nagle dowiaduje się, iż jest ojcem dwudziestoletniego już młodzieńca. Ów mężczyzna, nazwany przez matkę oryginalnym imieniem Idzi nie jest jednak zwyczajnym czy przeciętnym młodym człowiekiem. Idzi ma niebywałą zdolność wywoływania zwierzeń u innych ludzi. Przyciąga ich jak magnes, jednocześnie komentując ich problemy, nigdy jednak nie zrażając czy krytykując. Jest wyjątkowy, tak samo jak wyjątkowy i trwały stanie się jego wpływ na ojca i otoczenie.
Napięcia nie ma, zagadka polega zupełnie nie na tym czego można się spodziewać. Pewnie krytykując znanego i uznanego pisarza narażę się niejednemu czytelnikowi ale cóż, inaczej nie mogę. Recenzja jest w końcu kwestią subiektywną, więc w tym wypadku jedynie moim punktem widzenia. A ten jasno stwierdza, że książka mocno mnie zmęczyła. Całość przypomina mi trochę, tak niestety znienawidzone na studiach, powieści strumienia świadomości. Wielostronicowe opisy przemyśleń Idziego, jego rozmów z Panem Bogiem, jego myśli i spostrzeżeń na świat - wszystko to hamuje bieg samej historii, uniemożliwia nazwanie jej wartką. Tak jak i niestety wciągającą. Na dodatek, refleksje Idziego nie są tymi jedynymi. Są tutaj także rozważania życiowe jego macochy, ojca, współpracowników i potencjalnej dziewczyny. A wszystkie maksymalnie rozbudowane i zbyt przeciągnięte. Wielbicielom takich wywodów, pewnie ten swoisty strumień myśli przypadnie do gustu, ale ja niestety do tej grupy nie należę.
W zasadzie nie bardzo wiem jak książkę Sosnowskiego sklasyfikować. To taki trochę moralitet z podłożem religijnym, dywagacja na temat religijnych wolności i nauk kościoła. Stawiane pośrednio pytania co do sensu człowieka we wszechświecie, siły więzi kościelnych czy rodzinnych. Potęgi związku małżeńskiego i spojrzenia kościoła na rozwodników. I jeszcze trochę. W wszystko w zderzeniu z dzisiejszym światem współczesnym, niechętnym narzucaniu reguł, pełnym buntu i pytań o to co większe niż my sami. Bohaterowie Sosnowskiego słabo odnajdują się we własnym świecie. Mają wątpliwości. Pytają jednak nie próbują zmienić tego co się z nimi dzieje. Mimo widocznego niezadowolenia nie próbują zmienić swojego życia. I nie ma znaczenie, tak podkreślane w opisie środowisko współczesnych dziennikarzy. Taka historia mogłaby w zasadzie wydarzyć się w każdym innym. W dowolnym. Bo przecież wszyscy mamy wątpliwości.
Ciśnie się pytanie, czy według autora takie jest właśnie prawdziwe społeczeństwo. Jeśli tak to mam nadzieję, że nie wszyscy. Bo jeśliby wierzyć słowom autora, chyba nie mamy już wpływu na nic. A gdzie nadzieja, że ktoś może pójdzie pod prąd? Chyba nie można być już aż tak zrezygnowanym.