Naznaczony
Marta Czabała
Wedle opinii jednych klapa. Według drugich coś, czego dawno nie było w polskiej telewizji. W Internecie huczy od sprzecznych opinii. Niezależnie od tego na której jesteście stronie, jedno Naznaczonemu trzeba przyznać. O tym serialu się mówi. I to mówi się dużo.
To bez wątpienia jedna z najważniejszych pozycji w jesiennej ramówce TVN-u. I nie bez powodu. Nie pamiętam w telewizji serialu z równie gwiazdorską obsadą. I nie mówię tutaj wcale o gwiazdach z rodzaju "obecni w pisemkach" ale o prawdziwych aktorach, z doskonałym warsztatem i doświadczeniem. Piotr Adamczyk. Zbigniew Zamachowski. Borys Szyc. Andrzej Grabowski. Marcin Dorociński. A to dopiero przysłowiowy czubek góry lodowej.
Próbując zadecydować co ja tak naprawdę sądzę o serialu do tej pory, sięgnęłam do najlepszego znanego mi współczesnego źródła opiniotwórczego. Do forum internetowego. I tu wielkie zdumienie. Zamiast znaleźć tam wszechobecne i jakże typowe dla nas narzekania, odnalazłam analizy poszczególnych odcinków, wnikliwe wyszukiwanie wspólnych związków, przewidywania co do dalszych losów bohaterów. Podziw. I dotarło do mnie to, co jeszcze niedawno wydawało mi się niepojęte. Jest w końcu jakiś współczesny serial, który podoba się polskim widzom. Nawet tym na co dzień sceptycznym.
Szokujące. Pozytywne opinie zmusiły mnie do bardziej dokładnej analizy tego co każdej środy mogę obejrzeć w telewizji. A konkluzje były jednoznaczne.
Przede wszystkim zobaczyłam bardzo przyzwoity scenariusz. Nie oszukujmy się, nie jest on na poziomie kolegów zza oceanu jak chociażby z podobnym gatunkowo i bardzo dziś kultowym Lost. Ale w porównaniu z całym polskim serialowym chłamem to wielki krok do przodu. Nie każdy, ale większość odcinków porządnie trzyma napięcie, ba czasami wywołując autentyczny strach o losy bohaterów. Zarówno wątek główny jak i te poboczne są równie wciągające, jest też spora nadzieja na to, że wszystkie w ostatecznym rozrachunku powiążą się w jeden zaskakujący koniec. Mocna tematyka zapewnia mocne wrażenia, niektóre nawet tak mocne, że ja - stara wyga horrorów - po obejrzeniu zapowiedzi zrezygnowałam z obejrzenia jednego odcinka. Przyznam szczerze, że z perspektywy czasu wstyd mi szalenie.
I więcej tego błędu nie popełnię. Teraz już wiem po której jestem stronie. Jednak wielbicieli. Mam nadzieję, że finałowy odcinek tylko utwierdzi mnie w tym przekonaniu.