Nowszy model
Marta Czabała
Temat oklepany ale tutaj jednak jakby ze świeżej strony. Zdumiewające, że w tym jakże wyświechtanym gatunku znajduje się jeszcze coś świeżego, coś ciekawego, coś co ogląda się z prawdziwą przyjemnością. I wychodzi pełnym refleksji.
Komedia romantyczna stała się w ostatnim okresie jakimś kinowym przekleństwem. Ktoś gdzieś stwierdził, że gatunek zarabia na siebie lepiej niż inne, dlatego każda kolejna komedia, ba nawet film o zabarwieniu komediowym dostaje tą przeklętą łatkę. Coś okropnego. Bo jak tu w jednym szeregu postawić mądry Nowszy Model i powielane taśmowo koszmary zawsze o tym samym?
A tutaj nie jest o tym samym. Ba, zastanawiam się zresztą, czy Nowszy model w ogóle można nazwać komedią. Takich typowych gagów do śmiechu jest raczej mało, a rzeczy prawdziwie śmieszne mają niejednokrotnie wydźwięk tragiczny. Bo jaką przyszłość ma związek 40letniej kobiety z 25letnim mężczyzną? Uporządkowane życie Sandy (Catherine Zeta - Jones) z dnia na dzień wywraca się do góry nogami, kiedy odkrywa, że mąż zdradza ją niemalże na jej oczach. Sandy wnosi o rozwód, przenosi się z dziećmi do Nowego Jorku, znajduje pracę i staje na nogi. Koleżanki umawiają ją na randki z kolejnymi mężczyznami w jej wieku. Tylko jak tu odnaleźć "stosownego" we mniemaniu wszystkich partnera, kiedy prawdziwa nić porozumienia łączy ją z 25letnim Aramem (Justin Bartha), na co dzień nianią jej dwójki dzieci?
Film o trudnej miłości w doskonałym wydaniu. Przede wszystkim aktorskim. Duet Zeta - Jones/Bartha okazał się zdumiewająco udany. Gołym okiem widać - w rzeczywistości zaledwie 9 letnią różnicę wieku, jednak - przede wszystkim dzięki zdolnościom warsztatowym - między parą iskrzy. Potencjału Zety - Jones nikt już dawno nie kwestionuje, Bartha zaś, po Kac Vegas i Skarbie Narodów wyrasta nam na prawdziwą gwiazdę komedii. I to mądrych i prawdziwie śmiesznych komedii. Oby tylko nie dał zaszufladkować się w jednej kategorii.
To co podoba mi się w filmie Freundlicha to brak jakiegokolwiek naiwnego i zaślepionego spojrzenia na związek Sandy i Arama. Bohaterowie filmu nie mają złudzeń, ich związek jest znacznie trudniejszy niż inne. Zdają sobie sprawę z przeszkód jakie będą musieli pokonać, widzą, że miłość może nie wystarczyć na "żyli długo i szczęśliwie". Freundlich, reżyser jak i autor scenariusza nie idealizuje, patrzy na świat realistycznie, wie jak pary takie jak Sandy i Aram ocenia społeczeństwo. Jego film jest za mądry żeby wrzucać go do jednego worka ze wszystkimi taśmowo produkowanymi, bezsensownymi komediami romantycznymi. Jest prawdziwy. I to czyni go o niejedną klasę lepszym niż inne.
P.S. Kolejny raz tłumaczenie tytułu woła o pomstę do nieba. Naprawdę nie ma już porządnych tłumaczy?