Męska historia
Ania Nowak
Trochę nietrafne tłumaczenie. To wcale nie męska historia, tylko mężczyźni mówiący o historii, młodzi mężczyźni i niekoniecznie ją szanujący. To też film o kłamstwie, takim niekoniecznie potępionym ale ułatwiającym start w dorosłe życie i realizacje celów. Mądry to film, chociaż specyficzny, jak zresztą na adaptację sztuki przystało. Nie przesadzony i zmuszający do refleksji.
Jak można dostać się na wymarzoną uczelnię? Trzeba wyróżnić się wśród innych, trzeba być ekscentrycznym, oryginalnym i nieprzeciętnym. Jeśli można, należy napisać esej w obronie Hitlera, lub też podkreślające wartości emocjonalne Stalina. "Komunizm super sprawa" da się zrobić. Goebbels jako współczesny marketingowiec - nie ma sprawy. Wszystko aby osiągnąć cel.
Filozofię taką, skuteczną zresztą wyznaje Irwin (Stephen Campbell Moore), nauczyciel nie tyle wielki talentem, ale charyzmą i zaangażowaniem. To właśnie on ma za zadanie przygotować grupę prowincjonalnych uczniów na najlepsze brytyjskie uczelnie, Oxford i Cambridge, to on pokazuje im jak wymarzony cel osiągnąć. Niekoniecznie konwencjonalnymi metodami. Sami chłopcy, nie wszyscy przekonani o słuszności swoich wyborów okażą się materiałem podatnym, jedną stopą jednak znajdować się będą w pokoju nauczycielskim innego jeszcze pedagoga, ekscentrycznego Hectora.
Trudno jest oglądać Męską Historię nie mając w pamięci Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Temat podobny, chociaż wersja brytyjska podszyta jakby ironiczną podszewką i podkładem homoseksualnym. Tam nauka była pięknem samym w sobie a jej posiadanie stało się najwyższą wartością. Wszyscy byli szlachetni i, co by tutaj ukrywać, czarno biali. To był film Robina Williama i jego bodajże największa rola. To był też wielki film, taki co zostaje w pamięci.
Tutaj jest inaczej. W filmie Hytnera wszyscy kłamią, od uczniów do dyrektora a te kłamstwa w taki czy inny sposób uchodzą im na sucho. Dużo tutaj manipulacji, oszczerstw i jest wreszcie sukces - niekoniecznie osiągnięty metodami uznanymi za dobre. Hynter reżyseruje sprawnie, ale nie daje rady uciec od tego, że film jest adaptacją sztuki teatralnej a co za tym idzie, dialogi przejmują całą akcję a akcja ustępuje statyce. Czasami sceny są zbyt przeciągnięte a co za tym idzie wciągające. Nie zawsze wychodzi to filmom na zdrowie. Udało się w fenomenalnym wprost Bliżej, w miarę udaje się to i tutaj. W miarę, bo ten film pozostawia niedosyt. Od taki malutki. Mimo niezłej gry aktorskiej i jasnego przesłania. Takiego dającego do myślenia. Chociaż jeśli nie tego właśnie mamy oczekiwać po filmach to czego jeszcze?