Resident Evil: Zagłada
Ania Nowak
Trzecia już część krwawej rzezi żywych trupów, z nieskazitelną (wyglądem, nie talentem) Millą Jovovich. Krew się leje, trup się ściele a koniec jest dokładnie taki jakiego chcemy i oczekujemy. Film dokładnie taki sam jak poprzednie dwie części i na pewno nie ostatni z cyklu.
Resident Evil sprzedaje się świetnie, bardziej dzięki Milli Jovovich niż wyrafinowanej fabule. Ta jest przecież identyczna we wszystkich trzech częściach, jedyna różnica pozostaje w rozmachu przedsięwzięcia. W najnowszym epizodzie opowieści wirus zombie rozsiał się już na cały świat a prawdziwych ludzi pozostało niewielu. Milla kusą spódniczkę wymieniła na gustowne i seksowne rajstopki i elegancki płaszcz. Znacznie rozwinęła też swoje umiejętności. Poza tym wszystko jest takie samo.
Trudno się tutaj wykazać wyrafinowaną analizą filmowego dzieła. Przy adaptacjach gier komputerowych nie ma żadnej głębi czy też drugiego dna. Zombie to zombie, zmutowany genetycznie kruk pozostaje jedynie krwiożerczym krukiem. Trup ma się słać gęsto i na różne sposoby a garstka tych co przeżyli, ma wykazywać się determinacją godną herosów.
Sama Alice to w wykonaniu Milli Jovovich super twór odpowiedni dla gatunku filmowego. W tej części jej dialogi zostały przycięte do absolutnego minimum, tak abyśmy skupili się na tym co bardziej istotne - jej efektownym wyglądem. To przecież na nią mamy patrzeć, zachwycać się jej wyglądem o efektownymi wykopami. To jej zdolności mamy podziwiać, kiedy jednym zamachem obcina dwie głowy zombie a potem idzie dalej spokojni. A przy tym wszystkim jej cera pozostaje nieskazitelnie czysta a na ubraniach nie widać nawet pyłka.
Wielbiciele modelki będą zachwyceni, bo widać ją w całej okazałości i to wielokrotnie, bo też mamy tutaj do czynienia z klonowaniem pięknej Milli. Ci, którzy zdecydują się na pójście do kina też dostaną to czego oczekiwali. Po dwóch pierwszych częściach, nie wierzę, że ktoś mógł na ten film pójść i oczekiwać czegoś innego niż krwawej rzezi w różnych pozach i wariacjach. Jest to co miało być. W końcu to już trylogia a to zobowiązuje. Zwłaszcza, że to na pewno nie koniec serii o Alice.