Ukryta strategia
Marta Czabała
Robert Redford i przerost komercji. Świetny aktor i całkiem przyzwoity reżyser tym razem zrobił film bardzo patetyczny i bardzo amerykański. Zupełnie inny niż zwykł, a to te poprzednie filmy kochamy wielką kinową miłością. Zbyt wiele patosu. Zbyt wielkie i zbyt nachalne przesłanie. Miejscami nie do zniesienia. Mimo świetnych aktorów w czołówce.
Redford zrobił kilka bardzo dobrych filmów. Fenomenalny Quiz Show i naprawdę dobry Zaklinacz Koni wyznaczyły poziom. Tak wysoki, że ostatnie dzieło reżyserskie aktora nie sięga nawet do jego połowy. Trochę szkoda, ale to może tylko chwilowa potyczka.
Tym razem Redford postanowił rozliczyć swój naród z przeszłości, jednak tej niedawnej, bo sięgającej wojny w Iraku i Afganistanie. I swoją opowieść przedstawił na bardzo równoległych (dziejących się dokładnie w tym samym czasie) płaszczyznach, rozrzuconych po całym świecie. Pierwsza to poligon wojskowy gdzieś w Afganistanie, gdzie młodzi i niekoniecznie doświadczeni żołnierze otrzymują nowe rozkazy ataku na wroga. Wypełniają je, chociaż nie do końca rozumieją. Druga i zdecydowanie najciekawsza to wywiad doświadczonej dziennikarki (ach ta Meryl Streep
) z młodym, owładniętym amerykańską ideologią kongresmanem (Cruise), który za wszelką cenę dąży do władzy. Za wszelką. I wreszcie trzecia to dialog doświadczonego w Wietnamie profesora uniwersyteckiego (Redford) i młodego studenta, profesora, który chce ostrzec młodego człowieka przed życiowymi błędami a sam zestawić swój nabyty pragmatyzm z zatartymi ideałami...
Już od czasu wyboru Georga Busha na prezydenta, środowisko artystyczne Hollywood zdecydowanie sprzeciwiło się jego polityce, zarówno wewnętrznej jak i międzynarodowej. Ukryta Strategia jest jasnym wyrazem dezaprobaty wobec wojny w Afganistanie i Iraku, takim gdzie przesłanie jest niemalże wypisane wielkimi literami na ekranie. Redford, który jako reżyser przyzwyczaił nas do pozycji subtelnych, niemalże artystycznych, tutaj wyciąga wszystko z worka, nie zostawiając miejsca na jakiekolwiek domysły, aspiracje i sugestie. Za bardzo to wszystko natrętne, przewidywalne a co za tym niestety idzie - czasami nudne.
Mimo niewątpliwego talentu, zarówno aktorskiego jak i reżyserskiego Redford ustawia swoich aktorów (siebie niestety też) w przejaskrawionych i jednoznacznych planach, nie dając im szansy na wykazanie się mocnym - prawie u wszystkich - aktorskim kunsztem. Wszyscy są czarni albo biali, równoznaczni. Pompatyczne dialogi włożone w usta wielkich aktorów są nieciekawe budzą - jak podejrzewam - efekt inny niż zamierzony, bo tutaj raczej chce się śmiać nad amerykańskim zadufaniem, niż angażować w takie problemy.
Ukryta Strategia to pierwszy film, jaki powstał - w kierowanym przez Cruisa - studiem United Artists. Zabrakło dodatkowych dolarów w budżecie. Zabrakło też, potrzebnego przynajmniej na jednym planie rozmachu. Efekty specjalne, czyli plan bitwy w Afganistanie są komputerowo żałosne, zrobione w studiu i zdecydowanie nie takie do jakich przyzwyczaił nas Hollywood.
Jeśli już jednak szukać znaków dobrej roboty to pozostanie nią niewątpliwie rola Meryl Streep. Nie ma co mówić, że aktorka jest znakomita, bo to już fakt uznany, warto jest jednak dostrzec w jej wykonaniu - jedyną w tym filmie - faktyczną przemianę bohatera, od przekonanej do swoich racji dziennikarki, poprzez wahanie i wątpliwości, wreszcie do konkluzji zmieniających życie. Emocje w grze aktorskiej wciskają w siedzenie. Streep jest jedynym jasnym ogniwem tego filmu. Ona potrafi zawsze zrobić coś z niczego. Wszystko inne w Ukrytej Strategii pozostaje jedynie pustą komercją.