Wymarzone pomostówki
Aneta Robertson
Oj znowu mamy nielubianą przez masy ustawę. Kolejne opony zapłonęły pod Sejmem a kolejne sztandary wzniosły się w górę. Warszawiacy jak zwykle ze spokojem znoszą kolejne najazdy na stolicę, wiedząc że nic się od nich w kraju nie zmieni. Bo ustawę tak czy siak uchwalić trzeba.
Wszyscy w tym kraju chcą mniej pracować. Krócej, rzadziej, najlepiej jeszcze nie przemęczając się zbytnio. Dlatego nasz ulubiony Sejm przyjmuje ostatnio protesty kolejnych niezadowolonych grup zawodowych, broniących się przed tym, aby rząd zabrał im prawo do wcześniejszych emerytur.
W rozumieniu wszystkich ma bowiem być tak. Każdy, odbiegający chociaż ciut od tego co nazywamy pracą standardową, powinien przejść na emeryturę co najmniej 10 lat przed resztą zwykłych śmiertelników. Niektórzy nawet po 15 latach jakiejkolwiek pracy zawodowej. Inni, ci mniej szczęśliwi muszą ponosić koszta utrzymania tych pierwszych. Cóż, takie życie. Taką logikę reprezentują wojskowi, nauczyciele, górnicy, policjanci, ratownicy medyczni i jeszcze wielu, wielu innych...
No dobrze. Niektórym trudno jest odmówić racji. Nikt z nas nie wyobraża sobie 65letniego górnika, stojącego pod ziemią z kilofem w ręku. Nikt nie podejrzewa o siły witalne i zawodowe 65letniej pielęgniarki trzymającej pacjentowi basen. Bez wątpienia są na obecnej już liście zawodów te, którym wcześniejsza emerytura na pewno się należy. Uszanujmy prawo tych, których praca bywa czasami nieludzko ciężka. Oni i bez palenia pod Sejmem opon wiedzą co im się należy.
A jednak bez przesady. Dzisiejsi 30latkowie nie będą w stanie udźwignąć ciężaru jakim będzie utrzymanie tylu emerytów, w tym tych w zupełności zdolnych do pracy. Nie ma pieniędzy na to, żeby każdy kto ma takie pragnienie przechodził na emeryturę. Kraju na to po prostu nie stać. Rachunek wszystkich ekonomistów jest prosty. Nie jesteśmy bogatymi Niemcami, czy też jeszcze bogatszym księstwem Monako. Nie jesteśmy Ameryką. Nie możemy sobie na to pozwolić. I nie pomogą ani palone opony ani kolejne hasła wykrzykiwane przed kamerami. To nie zmieni absolutnie nic.
Pozostaje więc mi jedynie zdziwić się, że wszyscy ci nasi potencjalni emeryci tak bardzo chcą przejść na świadczenia państwa i z własnej woli obcinają sobie dochody czasami nawet o 50 procent. Czy naprawdę lepiej jest żyć skromnie ale pewnie? Z taką logiką nie zajdziemy daleko w kwestiach gospodarki czy ekonomii. Nie będzie różowo, nie będzie wesoło, nie będzie osławionej Irlandii. Będzie tak samo. Jak na razie niespecjalnie ciekawie.