W sieci kłamstw
Marta Czabała
Ridley Scott kręci kino polityczne i kino wojskowe. Zna się na reżyserii, ma też świetnych, "czujących" swoje role aktorów. To film z wielkim potencjałem i gdyby nie naprawdę kiepski scenariusz mógłby być niemalże doskonały. Tak jednak jest tylko filmem przyzwoitym, z tendencją spadkową, miejscami sięgającą zwyczajnej nudy.
Irak, Afganistan czy też w ogóle Bliski Wschód, to od czasów feralnego 11 września modny temat na film. I to nie tylko taki, gdzie Ameryka dowodzi swojej wielkości. Ridley Scott, reżyser od filmów trudnych nie stroniący, w swoim filmie postawił na dobrych aktorów i ich, sprawdzoną wielokrotnie technikę. Szkoda tylko, że poskąpił pieniędzy na równie dobrego jak aktorzy scenarzystę, bo jak na film z takim potencjałem W sieci kłamstw jest tworem wyjątkowo męczącym i słabym.
A rzecz jak zwykle dotyczy terrorystów. Agent CIA, Roger Ferris (DiCaprio) metodycznie rozpracowuje siatkę tych złych, korzystając z dobrodziejstw współczesnej i amerykańskiej technologii. Kiedy zaplanowana akcja nie kończy się zgodnie z zamysłem Amerykanów, szef Ferrisa Ed Hoffman wycofuje go do Jordanii, gdzie ten ma pomagać miejscowemu wywiadowi w schwytaniu wyjątkowo groźnego islamskiego fundamentalisty, odpowiedzialnego za liczne zamachy na terenie Europy. Ferris angażuje się w nowe zadanie, nie przewidując, że to też nie wyjdzie tak jak przewidywał...
Ten film naprawdę ma potencjał, szkoda tylko, iż całkowicie niewykorzystany. Kiepski scenariusz niemalże bije po oczach. Wątki są pogmatwane, jeden nie wypływa z drugiego, to co nie powinno jest wydłużone, wyjaśnienia spraw zaś skrócone do minimum. William Monahan, autor scenariusza być może miał nawet dobre chęci, nie był jednak w stanie wszystkich szczegółów i wątków ułożyć w sensownej chronologii czy też w ogóle sensownie. Efektem, film jako całość męczy niejasnością, zbyt długimi i męczącymi scenami.
Są jednak plusy. Widać świetny montaż, wspaniałe plenery i doskonałą grę aktorską. Ta ostatnia jest zaś niemalże perfekcyjna. Crowe już dawno udowodnił, że umie wznieść się na aktorskie wyżyny nieznane większości wykonujących ten zawód. Szkoda, że w tym filmie tak rzadko pokazuje się na ekranie. DiCaprio zaś wydaje się do roli stworzony i nawet ja - na co dzień daleka od bycia jego wielbicielką - muszę ten fakt bez wątpienia docenić mimo iż widać w tej roli dużo powtórzeń z Infiltracji. Osobiście jednak docenić muszę jeszcze jednego, znacznie mniej znanego niż dwaj panowie aktora. Wiecznie niedoceniany Mark Strong jest dla mnie w tym filmie najlepszy, a jego Hani jest najlepiej zagraną postacią w wielu filmach jakie ostatnio widziałam. Szkoda, że tak rzadko mówi się o tym aktorze, bo jego talent warty jest wszystkich nagród.
Szkoda też, że gra w takim filmie, niezbyt ciekawym i monotonnym, na dłuższą metę nie wciągającym. To nie jest film dla wszystkich, ba nie wiem nawet szczególnie dla kogo. Może dla wielbicieli DiCaprio i szybkich pościgów, strzelanek i wojenno - szpiegowskich opowieści. Ja niestety to żadnej z tych grup nie należę.