Oszczędzanie zacząć od biednych
Aneta Robertson
Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Ile jeszcze można zabrać tym, którzy i tak niejednokrotnie walczą o przetrwanie? Okazuje się, że godność ludzka i szacunek ma jednak swoją cenę. Tą ceną jest medialne przetrwanie i dobry wizerunek w okresie przedwyborczym.
Wiadomo, najlepiej zabierać biednym, najlepiej jeszcze starszym bo im przecież trudniej zaprotestować. Kolejna propozycja reformy emerytalnej/ratowania budżetu/zabierzemy wszystkim tylko nie sobie, wcale mnie więc nie zdziwiła. Spokojnie przeczytałam projekt przetransportowania pieniędzy z OFE do jakże przecież potrzebującego ZUS u. Przecież to najważniejsza na świecie instytucja. Dopiero komentarze pobudziły moje mordercze instynkty. "Przecież emerytura zmniejszy się tylko o 30%!". To przecież niewiele. Podobno. Bo przecież jak odejmiemy coś z niczego, wynik końcowy i tak niewiele się zmieni.
Szkoda tylko, że nikt nie mówi, że nasze emerytury nie wystarczą nawet aby godnie umrzeć. Najwyraźniej nierealnym marzeniem jest chęć zapłacenia czynszu, opłat, rachunków za jedzenie, leków w przypadku choroby. Założeniem emerytury ma być też czas na zrobienie wszystkich rzeczy, na które wcześniej po prostu nie było czasu. Hobby, które odkładaliśmy od wieków, zainteresowania. Coś dla siebie. Na zachodzie, emeryci ruszają w podróż dookoła świata. U nas już dzisiaj niejednokrotnie ruszają w podróż do pomocy społecznej.
Ciekawa jestem, czy nasza miłościwie panująca minister pracy sama przyjęłaby 1000 złotową emeryturę, z której musiałaby zapłacić za wszystkie rachunki? Czy stanęłaby, tak jak większość emerytów przed dylematem za co zapłacić w danym miesiącu? Nazwijmy rzecz po imieniu. Bezczelnością jest zabieranie naszych pieniędzy, wmawiając nam jednocześnie, że to wszystko dla naszego dobra. Bezmierną pychą jest przeprowadzanie reformy, mimo negatywnych opinii wszelkich możliwych środowisk eksperckich, tak jakby jedyna prawda była ta wymyślona przez ministrów. Tchórzostwem jest atakowanie tych którzy bronić się nie będą, zamiast zabrać się za wiecznie odkładaną reformę KRUS u. Ale nie, kto na rok przed wyborem nowego prezydenta, śmiałby zdenerwować rolników. Przecież to taka poważna grupa wyborcza.
Obłuda goni obłudę. Tusk jak wielu obiecywał reformy. Prawdziwe reformy. Pracuję w tym kraju. Płacę podatki tak jak wszyscy. Nie żyję w odrealnionym świecie limuzyn, szoferów i wielotysięcznych pensji. I ja się na taką obłudną pseudo reformę po prostu nie zgadzam. Szkoda tylko, że panowie ministrowie i panie minister mają moją opinię w głębokim poważaniu.