Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Małgorzata Doboszyńska
We współpracy z Duńczykami, Szwedzi mocnym akcentem pokazują, że trzeba się z nimi liczyć we współczesnym kinie. Adaptacja głośnej w całej Europie książki to kryminał niemalże doskonały, mroczny, dramatyczny i angażujący w swoją historię. Na dodatek ma ten jakże potrzebny w takich filmach klimat, stworzony przez doskonałych aktorów i genialne zdjęcia i scenografię.
Dziennikarstwo to ciężka profesja. Kiedy Mikael Blomkvist dostaje od Martina Vangera propozycje pracy, jego życie zawodowe nie układa się najlepiej. Dziennikarz jednej z najbardziej poczytnych gazet w kraju, Blomkvist stawia dużemu przedsiębiorcy zarzuty których nie jest w stanie udowodnić. Sąd skazuje go za pomówienie, media mówią o końcu bezkarności pismaków, Blomkvist staje się symbolem dobrze wymierzonej kary. Wtedy właśnie dostaje osobliwą propozycję pracy. Martin Vanger, szef wielkiego koncernu, prosi go aby wyjaśnił tajemnicę zniknięcia przed 40 laty jego młodziutkiej siostrzenicy. Jasno daje mu do zrozumienia, że dziewczyna najprawdopodobniej została zamordowana. Blomkvist ze swoistą ulgą przeprowadza się na zamieszkałą wyłącznie przez rodzinę Vangerów wyspę. Rozpoczyna śledztwo, w którym otrzymuje niespodziewaną pomoc od młodej i bardzo utalentowanej informatyczki.
Do filmu podeszłam trochę sceptycznie, w końcu Szwedzi nie koniecznie znani są z jakichkolwiek kryminałów, nie mówiąc już o kryminałach wysokiej jakości. Ponad 2 godzinny film produkcji szwedzkiej wydawał się być zadaniem ponad moje możliwości. A tutaj wielka niespodzianka i świetnie spędzony czas w kinie. Swoją klasę film bez wątpienia zawdzięcza oparciu na prawdziwie doskonałej książce. Ale nie tylko. W końcu nawet najlepsza książka może stać się beznadziejnym filmem. Tutaj na szczęście jest dokładnie odwrotnie. Stosunkowo długi, bo 150 minutowy film jest ogromnie wciągający, angażujący bez reszty swoją historią, czyniąc jednocześnie widza widzem nerwowym. Nerwowym niemalże w każdej minucie filmu, gdzie poznajemy kolejne części tej kryminalnej układanki a życie głównych bohaterów cały czas jest zagrożone. Odkrywanie przez Blomkvista i Lisbeth kolejnych części rodzinnej tajemnicy Vangerów jest pasjonująca filmową podróżą, taką, że całość upływa niemalże niepostrzeżenie.
To bez wątpienia wielki film, na miarę znacznie lepiej dofinansowanych tzw. amerykańskich superprodukcji. Najwyraźniej, wbrew temu co twierdzą Amerykanie, nie tylko oni potrafią robić dobre, wciągające filmy. Podejrzewam zresztą, że oni sami pozazdroszczą Millenium... sukcesu i wkrótce powstanie ich własna wersja historii o śledztwie dziennikarza Mikaela Blomkvista. Jeśli tak, nie mam też wątpliwości, że będzie to wersja poważnie złagodzona, chociażby w przedstawieniu, tutaj dość graficznej przemocy. Brutalne sceny jakie mamy w filmie Opleva, nigdy nie powstałyby w komercyjnym filmie amerykańskim. Tutaj nic nie jest sztucznie stonowane, uspokojone. Oplev pokazuje brutalny świat, pełen przemocy i okrutnych ludzi, taki jednak gdzie dalej są ci zdolni czynić dobro. Dzięki doskonałemu aktorstwu, wspaniałej scenografii i zdjęciom wychodzi mu opowieść poruszająca i zapadająca w pamięć a jednocześnie świetny kryminał, taki jakiego dawno nie było w kinie. Cóż. Najwyraźniej Szwedzi jednak potrafią.