Zaklęci w czasie
Małgorzata Doboszyńska
Można się w tym filmie zakochać, chociaż nie od pierwszego wejrzenia. Można nad nim pomyśleć, można się zadumać. Można. Trzeba jednak ten film zapamiętać. Trzeba zapamiętać doskonałe aktorstwo i historię tylko z pozoru inną niż inne. Historię o życiu, miłości i poświęceniu. Doskonałą historię.
Pierwszy raz zetknęłam się z opisem Zaklętych w czasie dokonanym przez kogoś kto ewidentnie go nie widział. Dowiedziałam się bowiem, że to kryminał science fiction o mężczyźnie, który może cofać się w czasie, dzięki czemu może odkrywać sprawców przeróżnych morderstw. I podobno dlatego pracuje dla policji. Szczerze mówiąc nie przywiązywałam do historii dużej uwagi ale z takim właśnie mniemaniem poszłam do kina. A tutaj niespodzianka. Ale nie rozczarowanie.
Okazuje się Szanowni Państwo, że poszłam na film o miłości! Miłości trudnej, ale bezwarunkowej, przekraczającej wszelkie bariery i granice, także te ludzkiego zrozumienia. Henry (Bana) wybiera w życiu samotność, nie chce mieć bowiem nikogo, kogo strata mogłaby złamać mu życie. Ma powody do niepokoju, posiada bowiem dość specyficzny dar podróżowania w czasie, jednak bez swojej woli. Nagle znika, aby chwilę potem pojawić się w nieznanym sobie miejscu i w nieznanym czasie. Na dodatek przenosi się bez ubrania, co zmusza go do nieustannego włamywania się w przeróżne miejsca w poszukiwaniu odzienia. Brak pewności co do następnego dnia czy nawet następnej godziny izoluje Henrego od innych. Ale jak się okazuje, jego przyszłość jest już dawno napisana. Pewnego dnia poznaje w bibliotece młodą dziewczynę Clare, która jest zszokowana jego widokiem. Henry jest przekonany, że widzi ją po raz pierwszy, okazuje się jednak, że już od lat odwiedza Clare na pewnej polanie...
To trochę smutna adaptacja książki Audrey Niffenegger. Smutna, bo jeśliby wierzyć jej słowom, wszystko jest nam z góry zapisane i choćbyśmy znali własną przyszłość czy też nawet datę śmierci, nie mamy szans im przeciwdziałać. Bohaterowie filmu Schwentke są świadomi swojej przyszłości, mają dostęp do informacji niedostępnych zwykłym śmiertelnikom - jednak nie mogą zrobić absolutnie nic aby nadchodzące wydarzenia powstrzymać. On musi radzić sobie z ciągłymi, niespodziewanymi przemieszczeniami w czasie ale także z poczuciem winy wobec Clare, która z pozornie stoickim spokojem znosi jego skoki. Ona dusi w sobie pretensje do świata, nie ma jednak kogo winić kiedy musi samotnie spędzić Święta, Nowy Rok czy też inne wydarzenia. A jednak, mimo wszystko tych dwoje kocha się miłością wielką, zdolną wznieść się ponad codzienne cierpienia i niedogodności. I nawet ponad śmierć. To film o wielkim, jednak naznaczonym cierpieniem uczuciu, takim niecodziennym, literackim, trwającym ponad śmierć i życie. To też film o poświęceniu dla najważniejszej na świecie osoby, o oddaniu tego co najważniejsze dla tej jedynej/tego jedynego. Wielkie podziękowania od widzów należą się dla Erica Bany i Rachel McAdams - to oni i ich wielki aktorski talent czynią ten film tak wiarygodnym. To oni pokazują rzadkie na ekranie emocje, to magia i ta przysłowiowa chemia między nimi, każą ten film przeżywać i zapamiętać. Dawno nie było w kinie tak smutnego a jednocześnie tak pełnego pozytywnego przekazu filmu. I jakkolwiek miejscami może się to wszystko zdawać lekko banalne, to chcemy we wszystko wierzyć i wierzymy. Bo jeśli taka miłość może przetrwać, to która nie?