Theresa Monsour
"Zimna Krew"
Marta Czabała
Swoista kontynuacja Czystego Cięcia ale i sam w sobie doskonały kryminał/ thriller/ powieść sensacyjna. Przemieszanie gatunków wychodzi Monsour jednak tylko na dobre, bo to książka wartka, angażująca i wciągająca aż do ostatniej strony i ostatniego słowa.
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Aurum, Październik 2009
ISBN: 978-83-6186-703-6
Wymiary: 145 x 205 mm
Cena: 34,90zł
Druga powieść Mosour to powrót do postaci sierżant Paris Murphy, policjantki zaangażowanej bez reszty w swoją pracę, która niestety negatywnie odbija się na jej życiu osobistym. Paris rozdarta jest między ukochaną pracą i domem ale także między dwoma mężczyznami, mężem Jackiem i Erikiem, z którym niespełna rok wcześniej połączył ją krótki romans. Na dodatek, Paris musi po raz kolejny zaangażować się w trudne i czasochłonne śledztwo, którego głównym ogniwem jest jej były znajomy z czasów liceum Justice Trip. Paris nie może pozbyć się wrażenia, że wypowiedzi Tripa nie są do końca szczere...
Zimna Krew to zdecydowanie bardziej thriller niż kryminał. Nie znaczy to jednak, że książka - w stosunku do swojej poprzedniczki - traci na jakości. To dalej świetnie napisana, ogromnie plastyczna opowieść. Czytając, co rusz myślałam, że byłby z tego tekstu świetny film a to co się dzieje w zasadzie bez trudu można sobie wyobrazić. Każdą postać, każdą scenę, bitwę czy nawet morderstwo. Monsour pisze doskonale poprowadzoną, wartką i wciągającą powieść, na dodatek wciągającą na wielu wątkach, nie tylko tym kryminalnym. Słowo honoru, ja, stara weteranka kryminałów, autentycznie denerwowałam się czy Paris uda się złapać mordercę ale też tym którego mężczyznę wybierze na swojego partnera. Cóż, te nerwy są pewnie zarezerwowane bardziej dla damskiej części czytelniczek Monsour.
Cóż, autorką w końcu też jest kobieta. Kobieta pisarz, kobieta pisarz kryminałów i, przynajmniej jak dotąd, kryminałów niemalże doskonałych. Tutaj troszeczkę przemieszanych z bardziej sensacyjnymi elementami gatunku. Mam trochę obaw, czy aby Monsour nie popadnie w jeden schemat "zawsze znamy mordercę". Szkoda by było, bo taki zabieg zaszkodził już nawet tym najlepszym. Kto czytał chociażby pierwszą powieść Harlana Cobena wie, że była ona kryminałem doskonałym, ale kilka, jeśli nawet nie kilkanaście razy powtarzany schemat "ktoś kto miał nie żyć jednak żyje" sprawił, że ten doskonały pisarz stał się po prostu męczący i przewidywalny.
To co podobało mi się bardziej niż w Czystym Cięciu to sposób w jaki Murphy pierwszy raz wpada na trop tego kto morduje. Tym razem nie wszystko zależy od jej intuicji ale też od tradycyjnego policyjnego dochodzenia i technik śledczych. To taki kryminał, uzupełniony troszkę thrillerem i sensacją. A wszystko jest w idealnych proporcjach. I póki co jeszcze świeże i oryginalne.